Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Handlowiec ma tylko jeden cel — zarobek. Zresztą, jedziesz na niezwykłym hedżinie, natomiast zwykł używać osła.
— Każdy wedle możności, panie; nie jestem wcale ubogi. No, ale skoro już słyszałeś moje odpowiedzi, kolej teraz na ciebie!
Pytania moje były tego rodzaju, że musiał wyczuć z nich nieufność; były dla uczciwego człowieka nawet obrażające. Oko jego błysnęło wprawdzie kilkakrotnie gniewem, ale ton, w którym mówił, był uprzejmy i pozornie swobodny. Ta różnica między wzrokiem a tonem dowodziła że panował nad sobą, Panowanie nad sobą, to udawanie, a skoro udawał, to miałem powód wobec niego być ostrożnym.
Oczywiście, ani mi się śniło wierzyć w jego zawód kupiecki; byłem również pewien, że nie przybywa z El Feky Ibrahim, lecz z Chartumu. Spotkanie się z nami nie zaskoczyło go widocznie, a całe zachowanie świadczyło, że spodziewał się nas spotkać. Jak to wszystko wytłumaczyć? Nie oddałem się jednak narazie domysłom; należało go przedewszystkiem obserwować. Okłamał mnie, więc uważałem za najlepsze i jemu nie powiedzieć całej prawdy. Odpowiedziałem więc na jego zapytanie.
— Przybywam z Badjaruja:
— Żołnierze również tam byli?
Nie Spotkałem się z nimi tutaj; pozwolił mi skorzystać ze studni.

93