Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sisz ją przy strzelaniu tak przykładać, żeby cię policzkować nie mogła
— W takim razie trąci mnie gdzie indziej, a to wszystko jedno. Następnie wężuje strasznie.
— Wężuje? Co rozumiesz pod tem wyrażeniem?
— Mam tu na myśli, że kula nie leci w kierunku prostym, lecz w splotach wężowych.
— Co też ty mówisz!...
— Effendi, nie wątp! U strzelby wizyjnej wszystko możebne. Przypatrzyłem się temu dokładnie. Nie mogę nigdy mierzyć do celu, lecz stosownie do oddalenia, na prawo, na lewo, wyżej albo niżej.
— A więc strzelba kręci, a o ile wiem, niema na to innego środka, jak tylko wprawienie nowej lufy.
Jak możesz posądzać mnie o coś podobnego! Zniszczyłbym tem samem drogocenną strzelbę Niech mnie Allah ochroni przed takim występkiem! Flinta musi zostać taka, jaka jest.
— W takim razie zbyteczne wyliczanie dalszych jej właściwości, Mojem zdaniem, jest ta strzelba najlepsza, która odpowiada celowi.
— Tak. tak... Moja strzelba wizyjna dowodzi, że mój praszczur widział proroka, 1 to zupełnie wystarcza.
— A jak strzela, to rzecz uboczna?

88