Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Rozumie się!
— A ja sądzę, że celem strzelania jest trafiane!
— Nie jesteś mahometaninem, więc nie możesz z odpowiednią czcią wmyśleć się w tą flintę.
— Nie, tego nie mogę, ale gdybyś kiedy miał strzelać w mojej obecności, to proszę cię staraj się uchronić mnie od przypadku. Zrób mi tę przyjemność, i mierz do mnie, a nie trafisz mnie wca e.
— Ty może szydzisz, effendi! Powiadam ci, że...
Utknął, zerwał się z ziemi, przysłonił sobie oczy ręką i spojrzał ku wschodowi.
— Co takiego? — zapytałem, Czy co widzisz?
— Tak, zauważyłem nad trawą punkt, którego przedtem nie było. To zapewne jakiś jeździec.
Wstałem, rozciągnąłem dalekowidz i zobaczyłem człowieka siedzącego na wielbłądzie i zdążającego do studni. Kiedy zbliżył się tak, że nas zobaczył, stanął, by się nam dobrze przypatrzyć. Następnie zatrzymał się tu i przede mną na wielbłądzie i pozdrowił:
Sallam aleikum! Czy pozwolisz mi, panie, napoić wielbłąda z tego Bir Aczan i zaspokoić swoje własne pragnienie?
Aleikum sallam! Ta studnia jest dla

89