Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Moi dotychczasowi podwładni, zobaczywszy swojego władcę, przywitali go głośnemi objawami radości.
Żołnierze zmieszali się z sobą, witali się i ściskali serdecznie, i zaczęli sobie nawzajem opowiadać przygody, jakie przeżyli, Reis nie troszczył sie z początku wcale o jeńców, ani o uwolnione kobiety. Musiałem z porucznikiem i starym onbaszin siąść obok niego, gdyż chciał przedewszystkiem dowiedzieć się o przebiegu całej sprawy. Zostawiam opowiadanie porucznikowi i onbasziemu, którzy tak się rozpływali w pochwałach dla mnie, że musiałem im wciąż przerywać.
Upłynęła prawie godzina, zanim opowiedzieli wszystko, gdyż żadnego, nawet najdrobniejszego szczegółu nie chcieli minąć. Kiedy się reis już o wszystkiem dowiedział, uścisnął mi rękę i rzekł:
— Zdawało mi się, że cię znam, a tymczasem nie znałem cię wcale effendi. Byłem pewny, że dam w tobie moim ludziom dobrego doradcę, ale nie spodziewałem się, żebyś był tak chytrym i przebiegłym dowódcą. Muszę przyznać, że to, co słyszę, przechodzi wszelkie moje oczekiwania. Myślałem, że będę musiał walczyć z rozbójnikami, a tu tymczasem bez walki wszystko zrobione.
— A zatem wiedziałeś, że zastaniesz ich tutaj? Od kogo?

68