Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wśród moich ludzi był zdrajca, członek Kadirine, który...
— Masz na myśli Ben Meleda?
— Skąd ty go znasz?
— Bo to on doniósł mokkademowi o twoim planie
— Otrzymał już za to nagrodę. Wygadał się przed kolegą, a tamten o wszystkiem mi doniósł. Dowiedziałem się więc, że mokkadem i muzabir udali się do tego wadi, ażeby spotkać Ibn Asla. Zarekwirowałem zatem czem prędzej wielbłądy, i ruszyłem w drogę, zdrajca zaś otrzymał taką bastonadę, że nie przyda się już na nic Kadirine. Jechaliśmy dziś przez całą noc i szukaliśmy studni, aż znaleźliśmy wreszcie ją i ciebie.
— Dzięki za to Allachowi! — westchnął porucznik. — Ponieważ sam przybyłeś, spada mi z głowy troska o te kobiety. Wolę walczyć ze stu nieprzyjaciółmi, aniżeli transportować sześćeziesiąt djablic. Ta Marba kłuje nożem dokoła siebie, jak dziki Sudańczyk. Jest najmłodsza i najpiękniejsza z tych wszystkich niewolnic; jakież w takim razie muszą być starsze? Nie potrafiłem przeszkodzić morderstwu.
— Ja sam nie byłbym mu przeszkadzał. Niech cierpi ten, kto zadaje cierpienia, — rzekł reis effendina poważnie, używając zwykłego swego hasła. — Teraz wiem wszystko i chcę przypatrzeć się obozowi i ludziom.

69