Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


je, którym zawdzięczacie wybawienie. Powinniście je ściskać i całować, a wy zamiast tego, chcecie zaćmić blask sławy i pochodnie czci mojej Zaśpiewajcie raczej pieśń o moich czynach i chwale bohaterskiej. A ty, effendi, opowiedz tym córkom gadatliwości, kogo mają przed sobą, i nakaż im, aby postać moją otoczyły szacunkiem i poważaniem.
Kiedy się do mnie z tem wezwaniem zwrócił, zapytała kobieta, która przedtem mówiła:
— Effendi, czy ten człowiek należy do twoich? Tak to się stało, że ty temu tchórzowi pozwoliłeś błądzić w swoim cieniu?
— To mój służący — odpowiedziałem.
— Jego sługa, przyjaciel i opiekun — poprawił mnie Selim.
— Co za cud, — zawołała — że widzę ciebie, effendi, razem z Selimem, którego za tchórzostwo z naszego szczepu wypędzono.
— Milcz, puzonie bluźnierstwa. Nie wypędzono mnie, lezz poszedłem pod naporem mego męstwa, by spełniać czyny bohaterskie, do czego nie miałem u was sposobności. Teraz wracam opromieniony stu słońcami zaszczytów, a we wsiach Fessarów postawią kiedyś pomniki, aby imię moje przekazały potomności.
Odwrócił się i odszedł w podstawie tak

59