Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chcąc już raz skończyć tę niemiłą rozmowę, zapytałem:
— Czy dotrzymasz słowa, gdy go zażądam?
— Przysięgnę ci na wszystko, co chcesz, — odpowiedział odetchnąwszy swobodniej.
— Dobrze! Będę łaskawszy, aniżeli na to zasługujesz. Przypominam ci, żeś żądał ode mniej abym cię wydał reisowi effendinie, i jestem gotów życzenie twoje spełnić, jeśli uczynisz to, co ci każę.
— Rozkaż tylko effendi, a będę posłuszny!
— Nie chcę dalszego przelewu krwi. I tak macie już dość zabitych i rannych. Winien temu twój towarzysz, który zdradziecko użył wolności po tego, aby twoich ludzi zachęcić do oporu. Ale niech na tem będzie koniec. Widzisz chyba, że opór wasz daremny. Albo wystrzelamy was z naszych strzelb dalekonośnych, jednego po drugim, albo odważycie się na atak i padniecie od naszych kul, zanim zdołacie nas dosięgnąć nożami. Poddajcie się więc dobrowolnie a przyrzekam wam, że nie zabiorę niczyjego życia, tylko wydam was w ręce reisa effendiny.
Twarz jego rozjaśniła sie rychło. Znał słabe strony egipskiego sądownictwa, zwłaszcza tutaj w tych stronach, i zamajaczyła mu w oczach nadzieja, że zdoła się z rąk sędziów wykupić. Być może, że i sprawiedliwość reisa effendiny

47