Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


najgorszymi wyrzutkami, jakie ziemia nosi. Dlatego to obowiązkiem każdego człowieka jest tępić was za wszelką cenę, a jeśli kto zdąża do tego celu podstępem, to nie na potępienie zasługuje, ale przeciwnie, na najwyższą pochwałę.
— No, — zgrzytnął Ben Kazawi — skoro przyrównywasz nas do dzikich zwierząt, to drżyj teraz przed nami! Ukradłeś nam wprawdzie flinty ale moi ludzie mają jeszcze noże i pistolety.
— Żadnego pożytku im ta broń nie przyniesie — nasze strzelby lepsze. Zresztą, oni przecież śpią i jedno moje słowo sen ich w śmierć zamieni.
— Jeśli się pokusisz oto, co mówisz, Ibn Asl zemści się na tobie straszliwie!
— Ciekawym, w jaki sposób, bo to pewne, że skoro tylko nadejdzie, sam wpadnie mi w ręce.
— Nawet, gdybyś jego pochwycił, zemsta cię nie minie, bo Ibn Asl ma za sobę wielu potężnych protektorów. Wspomnę ci tylko o mokkademie świętej Kadirine i o muza’birze którzy już dawno są twoimi wrogami. Oni są naszymi przyjaciółmi i krzywda nam wyrządzona będzie ich krzywdą.
— Wiem, że są moimi wrogami, a waszymi przyjaciółmi, i właśnie dlatego będę ich mierzył tą samą bronią, co was. I was i ich

34