Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szą osłoną! macie więc w samym środku swego obozu nieprzyjaciółki, które także niejeden wasz wysiłek zdołają udaremnić.
— O Allah, ochroń nas przed szatanem i wszystkimi jego pomocnikami! Ktoby to pomyślał, ktoby to przeczuwał! Okłamałeś nas, okłamałeś haniebnie, effendi, twoja złośliwość...
— Milcz! Nie przerywaj, bo dostaniesz baty! Jeśli łowcy ludzi, rozbójnicy, mordercy, mówią o podstępnej złośliwości, to bije się ich za to po twarzy. Z ludźmi, którzy tysiące bliźnich pędzą w nędzę i tysiące mordują, którzy pustoszą wsie, ścinają lasy, gaje palmowe, a nawet napadają na osady prawowiernych i dopuszczają się stu innych czynów haniebnych — z takimi ludźmi nie można postępować tak, jak z uczciwymi. Pokonałem was podstępem, o złośliwości niema zaś mowy. Kiedy pantera przerzedza wasze trzody, a wy ją podchodzicie, czy to złośliwa przebiegłość? A jednak w naturze pantery leży już to, że musi żyć z rabunku, lecz człowiek ma być przecież obrazem Boga, który jest wieczną miłością! Drapieżne zwierzę zabija swoją zdobycz jednem uderzeniem łapy, wy natomiast pędzicie tych, którzy wpadną w wasze niegodne ręce, ku niedoli, która się kończy śmiercią dopiero po wielu latach. Wy nie jesteście już ludźmi, lecz

33