Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


da, ale płacić w każdym razie nie myślę, Co najwyżej, zapłacę mu za nich kulą
— Ty ciągle jeszcze żartujesz! Mów rozsądnie, ażebyśmy wiedzieli, co o tobie myśleć. A rozkrępuj nas, bo źle będzie z tobą, gdy nadejdzie Ibn Asl.
— Nie strasz mnie niepotrzebnie, bo przecież i wy mieliście względem mnie złe zamiary, a jednak nic mi się nie stało. Dostaliście się teraz po raz drugi w moje ręce, a waszego Ibn Asla prawdopodobnie taki sam los spotka. Znam waszego wodza i jego zamiary. Ukrywa się koło Bir Murat w towarzystwie Libbana, który otrzymał polecenie ugodzenia mnie zatrutą strzałą.
— Libban! Skąd ty wiesz o nim? Przecież ja wcale o nim nie mówiłem! A i strzała, o której mówisz, nie była przeznaczona dla ciebie.
— Tak ci się zdaje, ja jednak wiem coś innego.
— Ale się mylisz zapewne! Była przeznaczona dla tego obcego effendiego, tego psa chrześcijańskiego.
— A więc dla mnie!
— Dla ciebie?
Wpatrzyli się obaj z brzydalem we mnie oczyma pełnemi przerażenia, a po chwil Ben Kazawi wyjąkał:
— Jakto...? Więc ty jesteś tym effendim?

31