Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szło, aby nas więzić! Jak możesz obchodzić się w ten sposób ze swoimi gospodarzami?
— Jeżeli chcieliście być moim przyjaciółmi, powinniście się byli zachować przyjaźnie także wobec mojego towarzysza.
— Takeśmy się też zachowali.
— Nie — chcieliście go zabić. Usta jego miały zamilknąć, i sądziliście, że wziąłbym ostrze strzały Tokalich za ząb węża jadowitego. Tacy ludzie, tacy skrytobójcy nie mogą być moimi przyjaciółmi. Allah odpłaca każdy czyn człowieka, i was także osądzi za wasze czyny.
— Więc Allah niech będzie sędzią — nie ty. Puść nas wolno, bo kiedy Ibn Asl nadejdzie gotów się bardzo rozgniewać na ciebie za to, że w podobny sposób z nami postępujesz.
— Pewnie, że się rozgniewa, lecz gniew jego zwróci się raczej przeciwko wam, niż mnie.
Przedewszystkśem trudno mu będzie uwierzyć w to, żeście się dali pojmać w taki łatwy sposób.
— Ja ciebie nie rozumiem, boć przecież chyba tylko za niewczesny żart muszę to wszystko uważać?
— Żart? O nie. Z ludźmi waszego pokroju nie żartuję nigdy.
— Przecież jesteś handlarzem niewolników i przybyłeś, aby ich od Ibn Asla odkupić!
— Wezmę od niego niewolników, to praw-

30