Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nam przedewszystkiem, czy naprawdę chcesz nas uwolnić?
— Naprawdę; Znalazłem ślad Ibn Asla i otoczyłem obóz żołnierzami. Teraz czekamy do świtu, na przebudzenie się śpiących.
— Czy mój ojciec was wysłał?
— Nie. Przybywamy z polecenia kedywa, zakazał handlu niewolnikami. Ale ty nazwałaś mnie obcym effendi. Czy w twojej obecności mówiono co o mnie.
— Ci ludzie nic nie wiedzą, że ich podsłuchałam. Było to wczoraj. Kilku ludzi przybyło do obozu, jeden z nich był Turek, a drugi fakir. Obozowaliśmy pod lasem palmowym na Bir Murat, a ja stałam oparta o palmę; wtem nadeszli oni, stanęli blisko mnie i zaczęii mówić o tobie.
— Cóż mówili?
— Mówili, że pewien człowiek, nazywający się reis effendina, wysłał do ciebie swego porucznika; nie wiem dlaczego, ale zauważyłam, że wszyscy się ciebie boją. Obaj przybysze odpowiadali o tobie to i owo, ale same złe rzeczy.
— Więc uważasz mnie pewnie za złego człowieka?
— O nie, effendi, bo kiedy źli ludzie o kimś źle mówią, pewnie to dobry człowiek; jeżeli się go boją, to musi być jeszcze lepszy.

26