Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie uwierzę ci, chyba mi na proroka przysięgniesz!
— Tego nie uczynię, gdyż jestem chrześcijaninem, i w ten sposób nie wolno mi przysięgać.
— Chrześcijaninem? o Allah! Czy to ty jetsteś owym obcym efendim, który po drugiej stronie Bir Murat sam jeden zwyciężył Malafa i jego towarzyszów?
— Tak, ja nim jestem.
— W takim razie wierzę ci! Zaczekaj, ja przyjdę, przyjdę! Wewnątrz namiotu powstał ruch; słychać było tu i ówdzie jakieś szelesty, szmery i ciche słowa; Marba budziła swoje towarzyszki.
Ponieważ mógł przypadkiem ktoś nadejść i mnie tutaj zobaczyć, rzekłem do Marby:
— Pozwól mi wejść do środka namiotu!
Powiedziawszy te słowa, wsunąłem się do wnętrza i usiadłem tuż przy drzwiach.
Na Allaha, nie wchodź! — odrzekła Marba. — Żadnemu mężczyźnie nie wolno wejść do namiotu.
— W tym wypadku muszę postąpić wbrew wszystkim waszym przepisom. Jeśli mnie bowiem znajdą i pochwycą, nie zdołam was ocalić.
— Masz słuszność, a ponieważ jesteś chrześcijaninem, możemy ci zaufać. Powiedz

25