Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— W jaki sposób damy im to do poznania?
— Zostaw to mnie! A nawet, kiedy będziemy mogli rzucić im w twarz ich wrogimi zamiarami, nie będziemy mieli prawa zabierać im życia, gdyż plan ich nie został jeszcze wykonany Gdybyśmy nawet mieli to prawo, wolałbym ich oszczędzać, by wydać ich w ręce reisa effendiny.
— To szkoda! No, ale musimy cię słuchać. Gdy jednak pomyślę, co w naszych wszak się działo porywa mnie taka złość, że nic wiedzieć nie chcę o oszczędzaniu.
— Sprawcy są ukarani i zapłacili życiem za zbrodnie, a ci których mamy przed sobą, nie porywali waszych kobiet i dziewcząt.
— Dobrze, ale zwracam ci na to uwagę że postanowieniem swojem narażasz nas na niebezpieczeństwo. Jeśli nagle przerzedzimy ich kulami, nic nam się nie stanie Jak jednak chcesz pojmać ich wszystkich żywcem, bez obawy, że zabiją kilku, z nas, a przynamniej zra nią?
— Nie wiem teraz jeszcze, co postanowię muszę się liczyć z warunkami, jakie zastanę. Wiesz, że ja i w w Wadi el Berd pojmałem łowców niewolników i nikomu z nas ani skóry nie zadraśnięto.
Potrząsnął głową t powątpiewaniem, lecz

108