Strona:Karol May - La Péndola.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Takich świąt nie pamiętam, odkąd na świat przyszedłem. Moja Elwira również. —
Minął dzień ślubu. Sternau postanowił poświęcić cztery tygodnie wyłącznie Rosecie i swemu szczęściu; potem miał przystąpić do zupełnego rozwiązania i wyświetlenia zagadki rodu Rodriganda.
Prokurator nie tracił czasu. Dzięki stosunkom w Berlinie i Londynie zdołał po kilku tygodniach dowiedzieć się, że „Péndola“ była niedawno na świętej Helenie. Stamtąd wypłynęła w kierunku Kapsztadu. —
Z końcem czwartego tygodnia Sternau opuścił Reinswalden w towarzystwie Ungera, zostawiając żonę pod opieką leśniczego. Pożegnanie Sternaua z żoną było wzruszające. Roseta nie chciała opuścić swego małżonka, rzucała mu się raz po raz na szyję z rzewnym płaczem.
Gdy Sternau odjechał, zostali przy niej don Manuel, Alimpo i Elwira. Hrabia w milczeniu ucałował swą córkę, Elwira zaś rzekła:
— Niech pani nie płacze. Pan wkrótce wróci, to samo mówi mój Alimpo.
Na podwórzu stali Ludwik i Kurt. Chłopak płakał, Ludwikowi łzy się również kręciły w oczach; za wszelką cenę pragnął je ukryć przed chłopcem.
— Czego beczysz, nie należy ewentualnie być płaksą — rzekł do Kurta.
— Przecież i ty płaczesz — odpowiedział malec, patrząc mu prosto w oczy.
— Ja płaczę? Co za głupstwa! To tylko pot leje mi się z czoła, bo słońce przypieka. Przed tygodniem było