Strona:Karol May - La Péndola.djvu/68

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    zimno jak na Syberji, a dziś statki chodzą po Renie. Pogoda ewentualnie niezwykła.
    Tak rozstawali się mieszkańcy leśniczówki ze Sternauem, nie przeczuwając nawet, że szereg lat upłynie zanim powróci wraz ze swym towarzyszem. — —
    Na przystani w Moguncji zjawił się prokurator i raz jeszcze zapewnił Sternaua, że będzie pamiętał o Rosecie i don Manuelu.
    Kapitan odprowadził podróżnych do Kolonji. Przy pożegnaniu zapytał Sternaua:
    — Jak długo ma pan zamiar zabawić poza domem?
    — Bóg tylko wiedzieć raczy.
    — Mam nadzieję, że dozwoli On nam zobaczyć pana niezadługo.
    — Niech pan raz jeszcze wszystkich pozdrowi. No, z Bogiem.
    — Do zobaczenia, drogi kuzynie.
    Sternau i Unger ruszyli na niepewną, pełną przygód wędrówkę. — —


    66