Strona:Karol May - La Péndola.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Kto to płacze? Czy to Elwira?
— Nie, droga moja. To ktoś bardzo dobry, kto cię chce poznać.
— Ktoś obcy? Któż to taki? — zawołała hrabianka.
— To moja matka.
Roseta odparła z radością:
— Co za niespodzianka. Poproś ją, prędko, prędko...
— Musisz z nią mówić po francusku, nie zna hiszpańskiego.
— Poproś ją...
— Matko, podejdź, Roseta chce cię widzieć.
— Nie rozumiem wprawdzie, co hrabianka mówi, ale mam wrażenie, że przytomność jej wróciła. Czy tak?
— Tak. Bóg wysłuchał naszej modlitwy.
Pani Sternau podeszła do łóżka. Roseta wyciągnęła ku niej ręce i rzekła:
— Więc pani jest matką mego Karola? Teraz i ja mam matkę. Czy zechce mnie pani uważać za córkę?
Pani Sternau odparła:
— Niech wam Bóg dopomaga, moje dzieci; bądźcie szczęśliwi.
Utonęły w długim uścisku. Po chwili hrabianka rzekła do narzeczonego:
— Karolu, dziękuję ci za matkę, którą mi dałeś. Kocham ją od pierwszej chwili. Ale czy to prawda, że byłam chora?
— Tak, kochanie. Chorowałaś bardzo długo.
— Więc to nie było wczoraj, o czem mówiłam przed chwilą?
— Nie; trzy miesiące temu.