Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

la, do której wpakowano nas; zaryglowano drzwi, a jeden ze zbirów zauważył:
— Za wiele gadania z tym psem i za wiele zaszczytu: Ja bym to wiele krócej załatwił. Nóż w pierś, i po krzyku; Allah niech ich spali. Kto zostaje na posterunku?
— Ja — ozwał się znajomy mi skądś głos.
— Dobrze, niebawem cię zwolnię, służba nieciężka, bo oni są powiązani i zamknięci, No i zresztą, gdzieby uciekli? Potopić się w nurtach rzeki?
Niebawem kroki ucichły i nawet z pokładu nie dolatywały już głosy. Począłem się tedy orjentować w tej nowej pozycji. Przedewszystkiem zapomocą dotyku zbadałem, że podłoga była zrobiona z drewnianych dylów, nadaremnie jednak starałem się wywnioskować po szumie wody, w której stronie okrętu jesteśmy. Przypuszczałem tylko, że komórka należała do tak zwanego zogu[1], a więc byliśmy w przedniej części okrętu.

Abu en Nil chciał coś mówić, lecz powstrzymałem go, gdyż człowiek stojący na straży mógł nas łatwo podsłuchać i podwoic swą czujność. Po niejakim czasie słychać było ciche czołganie, które, to się oddalało, to znów zbliżało. Wreszcie ktoś począł do drzwi leciuchno i ostrożnie pukać tak, że ledwie dosłyszeć

  1. Tram, kil.
80