Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

z każdą godziną. Sądzisz więc, że wobec tego puszczę cię na wolność?
— Przenigdy! — wtrącił porucznik — śmierć mu!
— Zabić go, jak psa, zabić! — ozwały się głosy w liczbie może do pięćdziesięciu.
— Pomyśl, że zginie również twój ojciec...
— Pomyśl, — odparł z drwiącym uśmiechem — że do tej chwili tylko od ciebie słyszałem o wszystkiem, i że muszę dowiedzieć się prawdy od Orama. Jestem prawie pewny, że sprawa weźmie zupełnie inny obrót, i to taki, że będziesz zębami zgrzytał ze zgrozy. A zresztą niech będzie, co chce i jak chce, nie puszczę cię za żadną cenę.
— Wolisz poświęcić rodzonego ojca?
— Bez wahania. Prżezył już dość lat, i niewielka będzie szkoda, gdy umrze, a ciebie trudnoby mi było po raz wtóry dostać w ręce tak snadnie. Zatrzymam cię więc i przestanę się tobą zajmować dopiero wówczas, gdy ostatnia kropla krwi z ciebie wypłynie, ostatni oddech uleci Hej! — krzyknął do obecnych — zabrać wszystkich trzech i wpakować do ciemnicy! Drzwi dobrze zaryglować i postawić wartę!
Rzuciło się na nas kilku zbirów nie troszcząc się o całość naszych kości, wlokło po schodach wdół i niosło następnie przez ciemny korytarz wgłąb. Nie zdołałem nawet rozpoznać, w której stronie okrętu znajdowała się ce-

79