Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

stępnie zaatakować Ibn Asla, który trzymał wprawdzie pistolet w ręce, ale z kurkiem nieodwiedzionym. Gdyby mi się więc udało wpakować go do kajuty, obok której znajdowaliśmy się właśnie, mogłem wymusić na nim wszystko wedle własnej woli, niestety, dałem słowo i musiałem go dotrzymać, będąc najświęciej przekonanym, że zarówno Ibn Asl, jak wszyscy obecni na to nie zasługiwali, i gdyby okoliczności złożyły się na to wszyscy gotowiby z lekkiem sercem złamać nietylko słowo, ale i przysięgę na Allaha.
— A więc? — zapytał Ibn Asl, gdy ukończyłem badanie. — Czy to istotnie tylko omdlenie?
— O, tak omdlenie, ale takie, z którego nigdy się już nie obudzi. Tak zawsze bywa, gdy ktoś bez zastanowienia chce wyrywać bliźniemu paznokcie.
— Co? Nie żyje?
— Zgadłeś. Człowiek ten nigdy już nie będzie zmuszał niewinnych ofiar do „śpiewania“ wśród barbarzyńskich katuszy. Wskutek kopnięcia nastąpiło zerwanie organów brzusznych i krwotok wewnętrzny, a ponadto nieszczęśliwy, padając, złamał sobie kręgosłup w karku.
Allah kerim! Jesteś mordercą!
— O nie, lecz dwaj inni, a mianowicie: ty i on sam.
— Nieprawda, ty zadałeś mu śmiertelny cios, i przestępstwa, twoje powiększają się

78