Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

tedy śmiało w oczy niebezpieczeństwu, nie dbając bynajmniej, czy nie przypłacę tego życiem, i to zaraz,
— Przyznać się? — rzekłem. — Tylko zbrodniarze i grzesznicy są obowiązani do wyznań, a to przecie, co ja uczyniłem, nie jest ani grzechem, ani zbrodnią,
— Stwierdzasz więc temi słowy, że to twoje dzieło?
— Tak.
Spojrzał na mnie, jak osłupiały; nie spodziewał się widocznie tego po mnie.
— Czy słyszycie? Czy wy słyszycie? — ryknął, ochłonąwszy ze zdziwienia. — To on! Przyznał się. Człowieku, czy ty sobie wyobrażasz, że wydałeś przez to na siebie wyrok śmierci? Pocoś wypuścił naftę?
— Odpowiedź wypowiedziałeś sam przed chwilą.
— Żeby ocalić reisa effendinę?
— A gdyby... Jestem przecie jego przyjacielem.
— I obcym effendim?
— Tak!
— A ten twój niby pomocnik, Omar?
— Ben Nil.
Otwartość moja wywarła na nim tak silne wrażenie, że cofnął się o dwa kroki wtył. Widocznie sądził, że będę dalej brnął w wykrętach i przeczeniu wszystkiemu, gdyż tylko w ten

54