Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Czy mnie oczy nie mylą.. Tyżeś to? Związany i ubezwładniony!
Słowa te doleciały uszu Ibn Asla, który zwrócił się ku nam natychmiast, a stary tymczasem, poznawszy wnuka, krzyczał jeszcze głośniej:
— Ben Nil, mój syn, moje dziecko, syn mego syna! O Allah, Allah, Allah! Co się stało? Dlaczego związano cię jak zbrodniarza?...
Masz tobie! Takiej przyjemności nie spodziewałem się bynajmniej. Licho nadało tego starego, i to w takiej chwili, i za moje dobre serce, żem go niedawno ocalił... Przyznam się — w pierwszej chwili żałowałem mocno, że ten stary bałwan uszedł swego losu w Gizeh. Słowa jego wywarły takie wrażenie, jak przypuszczałem Ibn Asl, usłyszawszy je, skoczył ku nam, jak rozwścieczony tygrys i ryczał:
— Effendi? Ben Nil? Allah akbar! — Bóg jest wielki... Co ja słyszę, Co słyszę!
— Milcz gaduło! Zgubisz nas! — zdołałem szepnąć do starego, i w tej chwili wszyscy, znajdujący się na pokładzie, otoczyli nas kołem.
— Powiedz raz jeszcze, powtórz! — wołał Ibn Asl. — Co oni za jedni?
Moje ostrzeżenie jednak poskutkowało. Zapytany nie odpowiedział, i z miny jego wywnioskowałem, że namyśla się, co ma rzec.
— Mów, kim oni są! — powtórzył Ibn Asl.

49