Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Kto? — odparł Abu en Nil, niewątpliwie w tym celu, by zyskać na czasie.
— Ci dwaj, których wymówiłeś nazwiska.
— Ci? Ci dwaj? Nie znam ich wcale.
— A przed chwilą nazwałeś jednego z nich effendim, a drugiego Ben Nilem... Słyszałem na własne uszy!
— No tak, wypowiedziałem nazwiska, ale nie miałem na myśli tych dwu obcych.
— Szatan przez usta twoje przemawia!... W jakiż sposób mógłbyś mówić o effendim i Ben Nilu, jeśli ci nimi nie są?
— Sam nie wiem, co powiedziałem w przystępie oburzenia i rozpaczy. Przecie kazałeś mnie związać za to, że wspomniałem o effendim i Ben Nilu. Czyż więc dziwi cię to, iż powtórzyłem do samego siebie nazwiska, które, nie wiem z jakiego powodu, były przyczyną mego nieszczęścia?
— Krzyczałeś wyraźnie: co się z tobą stało, za co cię związano... Skądże wzięło ci się to pytanie?
— Mówiłem to do siebie... Tak... Za co cię związano, Abu en Nilu? Czy nie wolno mi było tego powiedzieć?
— Czy ty, psi synu, ty, wnuku psiego syna, myślisz, że ja głupi? Dajcie tu bat! Zaraz mu się język rozwiąże!...
W tej chwili rozległ się na brzegu głośny, rozpaczliwy okrzyk:

50