Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Allah kerim! Cóż on takiego zawinił wobec ciebie?
— Niech ci się nie zdaje, psie jeden, że zdołasz mnie podejść i oszukać! Jesteś z nim w zmowie i wiesz wszystko, nie są ci obce wszelkie jego sprawki; pociesz się, że i ciebie ten sam los spotka na pewno. Sądzisz naprawdę, że muszę ci powiedzieć, co się stało? Na to w tej chwili nie mam ani czasu, ani ochoty. Związać go! — dodał do swoich służalców — rzucić tam do tych dwu, koło kajuty!
— Co, mnie związać? — krzyknął stary rozpaczliwie. — Ja nic nie winien i nie wiem o niczem. Byłem w Faszodzle i...
— Milcz, bo cię wychłostać każę! — zawrzał gniewem Ibn Asl. — Nie chcę już słyszeć ani słowa. Później dowiesz się, o co idzie, no i odczujesz to na własnej skórze!
Kilku tęgich mężczyzn rzuciło się na Abu en Nila, który mimo rozpaczliwej obrony musiał wreszcie ulec. Związano go i ciągnięto, jak worek zboża przez pokład ku nam. W pierwszej chwili zdawało mi się, że zsiniały z gniewu starzec będzie miał na oku jedynie swoich oprawców, a na nas ani spojrzy, wobec czego nie pozna nas, zatem nie wyda mimowoli. Niestety, zawiodła mnie, ta przelotna nadzieje. Stary spojrzał na mnie, i twarz jego przybrała natychmiast inny wyraz.
— Effendi! — krzyknął dość głośno, —

48