Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Bardzo dobrze! Gdzież to widziałeś się z nim po raz ostatni?
— W Sijut.
— Zgadza się to doskonale; musisz mi tylko powiedzieć, u kogo wnuk twój służy?
— O tem nie wiem, wiem tylko, że wnuk mój nie był nigdy niczyim sługą.
— Naprawdę nie? No, ale obecnie tak. Twój wnuk jest sługą, i to człowieka, który...
— Nie rozumiem, o co idzie, — przerwał — nie wiem, z jakiego powodu złościsz się na mnie.
— Ach tak! Raczyłeś nareszcie zauważyć, że nie jestem wcale łaskaw na ciebie. Ale czy naprawdę nie domyślasz się, z jakiego to powodu?
— Wcale nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego samo wspomnienie mego wnuka wyprowadza cię z równowagi.
Ibn Asl był pewien, że stary kłamie. Tak wywnioskowałem z tonu jego mowy. Rad więc, że dostał go w swe ręce, zauważył szyderczo:
— Jesteś niewinny... nie wiesz o niczem, co? Ha, w takim razie zmuszony jestem przekonać cię, że wybiegi z twej strony na nic się nie przydadzą. Allah sprowadza cię tu do mnie, i wkrótce zo aczysz tu swego wnuka i tego obcego effendiego, któremu zgotuję taką niespodziankę, że oniemiejesz z przerażenia. W kawałki każę go posiekać...

47