Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/31

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    — A możebyśmy spróbowali tak, jak wczoraj w wieczór — poprostu uciec.
    — W takim razie strzelanoby do nas.
    — A czemu nie strzelano wczoraj?
    — Bo było ciemno, a dziś jest jasno, i w tem cała różnica. Dziś z pewnością zastrzeliliby nas obu, gdyż mamy dzień, i jest ich zresztą dużo.
    — I my możemy strzelać.
    — To prawda, ale przytem musielibyśmy się zatrzymać i dać przez to ścigającym możność tem pewniejszego schwytania nas. Nie, z tego nic nie będzie, a nasza ucieczka powinna mieć dwa cele; po pierwsze musimy się wydostać z paszczy lwa, w którą wleźliśmy sami dobrowolnie, a ponadto ostrzec reisa effendinę. Niestety, i jedno i drugie jest niemożliwe. W razie naszej ucieczki, musielibyśmy błąkać się przez dłuższy czas po drodze, a tymczasem reis effendina byłby już tutaj. Wprawdzie nie grozi mu już spalenie żywcem, ale rabusie mogą nastawić na niego inną jakąś pułapkę, lub też napaść nań znienacka. Będąc zaś tu, łatwo możemy mieć sposobność ostrzeżenia go, bądź też przez podstęp uniemożliwić opryszkom zbrodniczą robotę.
    — Co do ostrzeżenia, to wątpię bardzo... Gdyby, naprzykład, który z nas krzyknął w decydującej chwili — czyż sądzisz, że uszłoby nam to bezkarnie?

    29