Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

jeszcze, a ty leżałeś za nimi, wobec czego niemożiiwem byłoby ci się wydobyć stamtąd. Musiałem więc zaniechać ucieczki i przedsięwziąć co innego.
— A to dlatego poczułem naftę, gdy rano wyszedłem na pokład. Ludzie tłumaczyli sobie, że to wskutek parowania. Widziałem też w trzcinie kilka nieżywych ryb.
— Poniżej, z wszelką pewnością, będzie ich więcej. Czy woda była zabarwiona?
— Nie.
— A zatem nafta była dobrze oczyszczona, albo też silny wiatr poranny spędził szybko wszelki osad. Dla nas, to znakomite!
— Ja, panie, nie widzę w tem nic znakomitego. Jeżeli odkryją tajemnicę, to podejrzenie padnie wyłącznie na nas
— Możliwe, ale co nam mogą udowodnić?
— Ci ludzie nie będą się wcale pytać o dowody. Musimy więc wynieść się stąd, i to jak najszybciej.
— Bez kwestji, że najpraktyczniej dla nas byłoby, gdybyśmy mogli czmychnąć, ale...
— Jakie „ale“?
— Przedewszystkiem nie możemy tego uczynić, bo naokoło są ludzie, którzy, spostrzegłszy nasze zamiary, zatrzymaliby nas z wszelką pewnością, i sprawa tedy przegrana na całej linii

28