Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

na lądzie zaś błyszczało tylko jedno ognisko, przy którem leżało kilku ludzi. Na zauważyłem wcale warty ani na brzegu, ani na pokładzie, mimo to przestrzegałem wszelkich środków ostrożności. Położyłem się na brzuchu i w takiej pozycji posuwałem się po pokładzie wtył okrętu, gdzie również znajdowała się kajuta, z której dochodziły niewyraźne dźwięki rozmowy. Przykucnąłem więc przy cienkiej ścianie i jąłem nasłuchiwać. Już z kilku słów wyrozumiałem, że Ben Nil ma zamiar wybadać oficerów, i w tym celu podtrzymuje rozmowę zadając im pewnie pytania, dotyczące naszej sprawy. Mimo tedy tej gorliwości, byłem zły, że udaremnił moje przedsięwzięcie. Byli bowiem wszyscy tak rozgadani, że o spaniu ani mowy! A gdyby zresztą posnęli nad ranem, to ucieczka byłaby wtedy bardzo utrudniona. Ponadto wywnioskowałem po głosie, że Ben Nil leżał wtyle pod przeciwną ścianą, a przed nim obaj jego przygodni towarzysze. Gdyby więc nawet chciał wyjść, to musiałby przełazić przez nich obu, i kto wie, czy nie pobudziliby się — wtedy wszystko na nic.
Cóż należało począć? Gdybym uciekł, a jego zostawił, czekałaby go niechybna śmierć. A szkoda dzielnego chłopaka. Wypadało więc i mnie zostać, ale w takim razie grozi reisowi effendinie straszne niebezpieczeństwo, któremu bądź co bądź zaradzić trzeba było ko-

22