Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Kazałem umyślnie skosić omm sufah, by mieć wygodne miejsce na obozowisko, a powtóre, by był pod ręką materjał do palenia. Zauważyłeś także beczki, stojące wpobliżu?
— Owszem.
— Są one napełnione płynem, który zniszczy reisa effendinę. A wiesz, co to jest? — Gaz.
— Nafta, ah, zaczynam pojmować. W jakiż jednak sposób dostawisz ten niebezpieczny materjał na jego okręt?
— No, nie na okręt, tylko koło okrętu. Sprawa jest zupełnie prosta. Wiem napewno, że on zatrzyma się w Hegazi na dłuższy wypoczynek, i będę miał dosyć czasu do przygotowań. Mam w Hegazi strażnika, który doniesie mi natychmiast o pojawieniu się reisa effendiny. Nil w tem miejscu jest przedzielony wyspą na dwa strumienie, z których ten, na którym się znajdujemy, jest spokojny i bezpieczny, reis effendina zatem będzie żeglował tędy, a nie po tamtej stronie dżezireh. Ludzi swoich podzielę na trzy oddziały. Pierwszy pozostanie koło beczek, drugi obsadzi brzeg, o ile możności, na jak najszerszej przestrzeni, a trzeci zajmie również brzeg wyspy z tamtej strony. W ten sposób otoczą silnie całe ramię rzeki, którem reis effendina będzie musiał przejeżdżać. Skoro okręt wjedzie tak daleko, że cofnąć się będzie niepodobna, pierwszy oddział wyleje na wodę zawartość

17