Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Ah, wiem już, spalicie statek reisa. Ale czy nie za trudne to zadanie? Chyba, że masz kogo ze swoich na pokładzie, który się podejmie tej roboty.
— Nie, nie mam nikogo, i w ten sposób nie osiągnąłbym swego celu, bo ogień ugaszonoby zawczasu. Sprawą pokierowałem zupełnie inaczej, i tak mianowicie, że ani jeden człowiek z okrętu się nie uratuje, ani jedna belka.
— Wcale tego nie rozumiem.
— Nic dziwnego. Przeżyłeś już bardzo dużo, jesteś doświadczony, jak niebyłe kto, brak ci jednak zdolności do wybiegów i fortelów. Łowca niewolników zaś nie powinien bawić się w jakiekolwiek sentymenty, zwłaszcza, gdy idzie o jego śmierć, lub życie, W tym wypadku albo reis effendina zginie, albo ja, a że ja bynajmniej ochoty ku temu nie mam, nieszczęście spotka właśnie jego, i to w ten sposób, że wszelki ratunek będzie niemożliwy.
— Masz słuszność. We wszystkiem, czego dowiedziałem się od ciebie, postąpiłbym na twojem miejscu zupełnie tak samo. Nie mam jednak pojęcia, zapomocą jakich środków osiągniesz na pewno swój cel?
— Mogłeś się przecie domyślić, ale mimo to opowiem ci wszystko. Zauważyłeś tam na brzegu stogi trawy?
— Rozumie się. Są dosyć wielkie.

16