Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

beczek, zapalając ją, i narzuci suchą trawę. Gaz rozszerzy się szybko po całej rzece, tworząc istne morze płomieni, z których reis żywcem się już nie wydostanie, Jak ci się podoba ten pian, co?
Czułem obrzydzenia i wstręt do tego człowieka, jednakże zdobyłem się na odpowiedź w tonie uznania i podziwu:
— Wspaniały plan, jedyny w swoim rodzaju! Któż to wpadł na taki pomysł; ty, czy kto inny?
— Ja sam to wymyśliłem — odrzekł z odcieniem dumy.
— Podziwiam cię naprawdę. Ja naprzykład nigdybym się nie zdobył na podobną myśl, co najwyżej mógłbym się zaczaić i powitać go kulą.
— A jego pomocnicy mieliby zostać przy życiu? Przenigdy! Oni muszą wszyscy, jak jeden mąż, runąć w czeluście piekła.
— Coby się jednak stało, gdyby mieli czas do wylądowania?
— No, niech się pokuszą o to! Nie zapominaj, że płomień zaskoczy ich nagle, wobec czego potracą zupełnie głowy, a tymczasem okręt zapali się, jak pochodnia, i spłoną z nim razem doszczętnie. Mimo to jednak przypuszczam, że niektórzy z nich rzucą się do wody, by dotrzeć do brzegu. Jeżeli nawet udałoby im się ominąć płomień i paszcze krokodyli, o czem

18