Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

złego trzeba było wiosłować! I Ben Nil poruszał wiosłami, jak automat; prawdopodobnie spał podczas tej pracy. Nie odzywał się też stary Abu en Nil. Wprawdzie nie miał za sobą tyle przejść, co my, ale milczenie jego miało zgoła inne powody. A gdy go o to spytałem, rzekł:
— Nie jestem wcale zmęczony, effendi, lecz odbiera mi humor pewna dosyć poważna troska. Jestem przecie dezerterem.
— Ah, obawiasz się więc reisa effendiny?
— Oczywiście. Schwytał mnie przecie wówczas na okręcie niewolników i, gdybyś mi nie dopomógł w ucieczce, czekała mnie z pewnością dotkliwakara. Obecnie nawijam się znowu przed oczy temu surowemu panu i kto wie, co będzie ze mną. Ciężko mi wypowiedzieć, effendi, ale... puść mnie jeszcze raz na wolność, pozwól mi wysiąść z łodzi na najbliższym przystanku!
— Chcesz się dostać zpowrotem na swój okręt?
— Ba, ale nim do niego zdążę, będę z pewnością uwięziony.
— No dobrze, zważ, że byłbyś sam jeden bez żadnych środków, nie masz nic przy sobie. W jakiż sposób dałbyś sobie radę w dzikiej okolicy?
— Zabiorę Ben Nila.
— O, nie! — przerwał wnuk. — Jesteś wpraw-

108