Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

dzie ojcem mego ojca, a Allah przykazał czcić i szanować cię należycie. W tym wypadku jednak muszę ci odmówić posłuszeństwa, bo jestem sługą effendiego, i nie odważyłbym się nigdy pozostawić go samego.
— Synu mego syna, ktoby to przypuścił o tobie! Czy wyorzesz się krwi, która w żyłach twoich płynie? Śmiałbyś sprzeciwić się prawu, które każdy człowiek nosi w głębi swej duszy?
— Mnie się zdaje, że miłość dla ciebie i wierność dla effendiego dadzą się z sobą pogodzić najzupełniej. Nie powinieneś wcale odłączać się od nas. Znam effendiego i wiem, że otoczy cię swę opieką.
— Ba, ale to przechodzi jego siły.
— Nie należy o tem wątpić! On potrafi wszystko, co tylko zechce.
— No, ja ci znowu nie przyrzekam więcej, niż mogę, — wtrąciłem — zapewniam cię jednak, mój Abu en Nilu, że nie powinieneś się obawiać. Reis effendina przebaczy ci to, co już minęło.
— O, effendi, gdyby to było prawdą, na klęczkach złożyłbym mu podziękę, bo musisz wiedzieć, że ja nie jestem tak złym, jak ci się wydaje.
— Wiedziałem o tem, i dlatego udzieliłem ci pomocy wówczas.
— Nikt już nie ujrzy mnie na pokładzie okrętu handlarza niewolników.

109