Strona:Karol May - Bryganci z Maladetta.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Masz rację. Ale zapomniałam o najważniejszem: mam wrażenie, że hrabia sporządził nowy testament.
— Do kroćset! — zaklął Cortejo.
— Tak mi się zdaje. Przed pojedynkiem ludzie uporządkowują zwykle swoje sprawy, nieprawdaż?
— Tak.
— W przeddzień pojedynku hrabia pisał coś bardzo długo, tak opowiada lokaj.
— To jeszcze nie dowód, że sporządził nowy testament.
— Mam do tego przypuszczenia i inne podstawy. Dlaczego ukrywa tak skrzętnie to, co napisał? Dlaczego nie złożył tego w biurku, gdzie przechowuje wszystkie papiery?
— A gdzie złożył?
— U starej Marji Hermoyes.
— Hm, do djabła! Jesteś tego pewna?
— Tak. Wyszła z pałacu z wielką, pięciokrotnie opieczętowaną kopertą. Gdy hrabia zawołał ją do siebie po pojedynku, przyniosła mu kopertę zpowrotem.
— Któż ci to powiedział?
— Kamerdyner.
— To ciekawe. Może istotnie masz rację. Ale w każdym razie Alfonso zostanie spadkobiercą.
— Albo nie — rzekła Józefa. — Mógł go przecież wydziedziczyć; jest tylko bratankiem. Jedynie dobra w Hiszpanji muszą bezwarunkowo przypaść Alfonsowi, jako majorat.
— Nie rozumiem, dlaczego hrabia takiem zaufaniem darzy tę Marję?
— Przywiozła mu Alfonsa, może coś przeczuwa?