Strona:Karol May - Bryganci z Maladetta.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Czy gorączka spadła?
— Nie; ma ciągle straszne pragnienie. Co kwadrans muszę mu przynosić ze studni szklankę wody.
— Czy lekarz był?
— Dwa razy. Powiedział, że niema powodu do obaw, chyba, że zajdą jakieś komplikacje.
— Da Bóg, hrabia wyzdrowieje wkrótce. Chociaż w kraju o tak upalnym klimacie, jak nasz, każda rana może być niebezpieczna.
— Tak, to prawda. Ale muszę już iść. Dobrej nocy!
— Dobranoc!
Stali właśnie przed mieszkaniem Marji. Staruszka weszła na chwilę, aby wziąć jakiś drobiazg, zostawiwszy szklankę wody na murze przed domem!
Cortejo miał proszek przy sobie. Skorzystał z chwili, aby wsypać truciznę do szklanki. Poczem oddalił się szybko. —
Józefa czekała na ojca. Opowiedział jej z zadowoleniem, co zaszło. Gdy skończył, córka radośnie klasnęła w dłonie.
— Wspaniale! — rzekła. — Wygraliśmy ostatecznie. Teraz wiem na pewno, że będę hrabiną. Kiedy wraca Alfonso?
— Za kilka dni. A może nawet jutro.
— Nie będę tej nocy spała z radości!
— Pójdź jednak do swojej sypialni. Jeżeli z hrabią stanie się co niezwykłego, wszystkich trzeba będzie obudzić. Wywarłoby to dziwne wrażenie, gdybyś zjawiła się zupełnie ubrana. Mysimy uważać na każdą drobnostkę.