Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szumne słowa zakrawają na megalomanję. Proszę o odpowiedź, czy macie nowe rozporządzenie do dekretu z trzeciego października?
Komendant poczuł, iż Juarez ma nad nim przewagę i postanowił zrezygnować z oporu. Odparł więc:
— Tak jest.
— Kto je panu wręczył?
— Pułkownik Laramel.
— Wyjmuje republikanów z pod prawa?
— Nie mogę temu zaprzeczyć.
— Otrzymaliście rozkaz traktowania nas jak bandytów i rozstrzeliwania?
— Tak jest.
— Był pan gotów go spełnić?
— Posłuszeństwo jest obowiązkiem żołnierza.
— Wydał pan rozkaz rozstrzelania nocy dzisiejszej mych zwolenników, którzy znajdują się w waszem ręku?
— Do kroćset! Skądże pan wie o tem?
— To moja tajemnica. Miałem tu przybyć o kilka dni później, przybyłem jednak dziś, aby tych nieszczęśliwych ludzi uratować przed niezasłużoną śmiercią. Posłałem wam przedtem mego pełnomocnika. Nietylko nie chcieliście go wysłuchać, lecz zagroziliście śmiercią. Czy mówił wam, iż zastosuję represje?
— Mówił.
— Mimo to, nie ustąpiliście. Teraz ja oświadczam, iż każdy obcokrajowiec, który napada na Meksyk z bronią w ręku, jest bandytą. Meksyk miał długi w Anglji, Hiszpanji i Francji, przeważnie wskutek rafinowanych oszustw. Zarządzono zwrot długów. W kra-

91