Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zydenta, postaram się w inny sposób wyratować tych nieszczęśliwych.
— W jakiż to sposób?
— Spiesznie odszukam krewnych i przyjaciół zakładników. Będę miała dwie godziny czasu. Sądzę, że to wystarczy do zebrania takiej ilości uzbrojonych ludzi, aby opanować oddział egzekucyjny.
— Z ilu ludzi ma się składać ten oddział?
— Z jednej tylko kompanji. Zato wszyscy obecni w Chihuahua oficerowie chcą być świadkami tego nikczemnego widowiska.
— Czy na wszelki wypadek nie byłoby lepiej pomyśleć wcześniej o tej pomocy?
— Wyczerpię wszelkie środki, zanim wezwę obywateli do buntu i przelania krwi. Przecież w ostatniej chwili może przybyć Juarez.
— Ma pani rację, sennorita. Ruszam natychmiast. A więc najpóźniej do północy.
— Tak jest, do północy.
— Dobrze. Adios', sennorita!
Zanim Emilja zdążyła odpowiedzieć, André znikł za drzwiami i, trąciwszy w korytarzu służącę, jak kula stoczył się ze schodów.
— Prędko, na miłość Boską, prędko! — zawołał na dozorcę, który wyszedł, by otworzyć bramę.
W takim samym pośpiechu przebiegł przez ulicę i wpadł do gospody, w której siedział tylko gospodarz przy ponurym blasku świecy łojowej.
— I cóż? — zapytał. — Ruszacie w drogę?
— Tak jest, i to w tej chwili! Czy koń mój nakarmiony, napojony? — pytał André w wielkim pośpiechu.

45