Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy się z nim żegnałem, ruszał pod Guadelupę, aby odeprzeć i zniszczyć Francuzów, którzy fort zdobyć chcieli.
— A więc przypuszczaliśmy słusznie, że żołnierze, którzy opuścili Chihuahua, udali się pod Guadelupę. Czy się jednak Juarezowi uda ich odeprzeć?
— Nie wątpię. A teraz na pewno jest już w drodze do Chihuahua.
Gospodarz aż podskoczył z radości.
— Przybędzie tutaj? Dzięki Bogu! Nareszcie skończy się nasza niedola. Kiedyż przybędzie?
— Może już jutro.
— Jutro? Sprawiliście mi niesłychaną radość! Nie wiem, jak wam dziękować. Przyniosę flaszkę świątecznego wina.
— Dziękuję. Piłem przed chwilą.
— U sennority? Nie jestem prezydentowi mniej oddany, niż ona, i dlatego przyniosę dwie flaszki. Ale nie możemy pić tutaj. Niestety, zostajecie tylko do wieczora. Gdyby wam czas pozwolił..
— Pozostanę dłużej — przerwał André. — Po północy mam jeszcze konferencję z sennoritą.
— To dobrze. Do tego czasu umieszczę was w takiem miejscu, że nikt nie będzie nawet przeczuwał waszej obecności.
— Lecz mój koń..
— O niego nie zapyta żaden Francuz. Bądźcie łaskawi pójść za mną. Nikt nas w tej chwili nie obserwuje.
Nad stajnią mieścił się mały, ukryty pokoik. Gospodarz przyniósł dwie flaszki świątecznego wina. Ga-

41