Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czyzny, pochwalić się, że widziałem najpiękniejszą Meksykankę. Na imię jej Emilja? Skądże pochodzi?
— Zdaje się, że z Francji.
— Byłaby to dziwna historja.
— Bezwątpienia. Osnuta jakąś mgłą tajemniczą, nie stara się wcale jej rozwiać. Może robi to rozmyślnie, aby spotęgować zainteresowanie swą osobą. Jedni twierdzą, że jest Meksykanką, inni zapewniają, że to Włoszka, Hiszpanka lub Francuzka.
— A jakiego pan jest zdania?
— Mam wrażenie, że to Francuzka, włada bowiem naszym językiem jak rodowita Paryżanka, a zresztą prowadzi nasze sprawy z prawdziwą gorliwością.
— Jak na Meksykankę, byłoby to istotnie dziwne. Wszystki te panie sympatyzują z republikanami.
— Ona — przeciwnie. Chociaż nie lubię darzyć kobiet zbyt wielkiem zaufaniem, muszę stwierdzić, że można na nią liczyć, jak na cztery tuzy. Nieraz tego dowiodła.
— Trzeba przyznać, że kobieta szpieg, ładna i sprytna, może być znacznie bardziej pożyteczna od szpiega mężczyzny. Wracając jednak do Czarnego Gerarda, niech mi pan pozwoli zapytać, czy wydane zostały odpowiednie zarządzenia?
— Zrobiłem, co mogłem. Cały szereg mieszkańców miasta, sprzyjających republice, jest w moich rękach.
— W charakterze zakładników?
— Tak jest. Zarządzenia moje wywołały burzę.
— Dzielny żołnierz nic sobie z tego robić nie powinien. Cóż z nimi chcecie począć?

19