Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Najlepiej byłoby ściąć tym zdrajcom głowy.
— Dlaczegóż pan tego nie czyni?
— Z dwóch przyczyn. Rozstrzelanie około czterdziestu mieszkańców wywołałoby niezwykłe wzburzenie, może nawet bunt, do opanowania którego jestem w tej chwili za słaby. Jak panu wiadomo, mam tutaj obecnie niewielką ilość wojska.
— Służę panu swoimi ludźmi.
— To pomoc chwilowa. Przecież pan rusza dalej?
— Pełnomocnictwa moje idą tak daleko, że wolno mi pozostać tutaj, dopóki pokój nie zostanie przywrócony, a pańscy ludzie nie wrócą z Guadelupy.
— Witam z radością tę pomoc. Ale nie wymieniłem jeszcze drugiej przyczyny, która mnie wstrzymuje od przedsiębrania zbyt gwałtownych kroków. Jest nią niepewność, czy mam prawo skazywać tylu ludzi na śmierć; boję się odpowiedzialności.
— Co do tego może pan być zupełnie spokojny. Ma pan nietylko prawo, lecz bezwzględny obowiązek stracenia na miejscu wszystkich republikanów. W dekrecie z dnia trzeciego października roku ubiegłego cesarz Maksymiljan rozkazuje wyraźnie uważać każdego republikanina, od generała aż do żebraka, za bandytę i rozstrzeliwać na miejscu.
— Znam ten rozkaz, byłem jednak przekonany, że nie należy go stosować ze zbytnią gorliwością. Sądziłem, iż wydano go raczej poto, aby przeciwników zastraszyć.
— Myli się pan, cher camarade. Główna komen-

20