Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IV
UKRYTY LIST

Prowincja Coahuila jest tak bardzo lesista, że w niektórych miejscach większa garść ludzi może posuwać się tylko wzdłuż rzeki.
Niedaleko od punktu, w którym Rio Sabinas łączy się z Rio Salado, tam, gdzie Dryden miał zarzucić kotwicę, ciągnęła się puszcza. Na wschód od niej tysiącletnie bory przecinały prerję. Tędy posuwali się jeźdźcy, przekonani, że, chociaż nakładają drogi, przez prerje przybędą do celu wcześniej aniżeli przez las.
Prawie całe towarzystwo miało wypoczęte, świeże konie; jechali galopem — odległość zmniejszała się błyskawicznie.
Ruszyli wczesnym rankiem; obecnie słońce chylić się zaczęło ku zachodowi. Na czele gnali obydwaj wodzowie Apaczów wraz z Bawolem Czołem; Sternau, Juarez i Mariano posuwali się tuż za nimi, prowadząc ożywioną rozmowę. Przerwali ją nagle, Niedźwiedzie Serce bowiem zatrzymał konia, zeskoczył z siodła i zaczął skrupulatnie badać grunt.
— Stać, ani kroku dalej! — zawołał Sternau do jadących za nim Meksykan. — Natrafiliśmy na jakiś ślad.

106