Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Francuzi z oficerami na czele. Była to droga cierniowa, gdyż na ulicach stali w długich rzędach Meksykanie i przyglądali się odwrotowi błyszczącemi radością oczami. Od czasu do czasu rzucano im jakieś przekleństwo, lub obelgę, do czynnych jednak wystąpień nie doszło.
Pierwsze kroki zostały poczynione. Północną granicę kraju oczyszczono z wrogów. Rozpoczął się sławny zwycięski pochód Zapoteki.
Należy dodać, że Monclova wpadła również w przeciągu krótkiego czasu w ręce prezydenta.
Teraz pomyślał Juarez o lordzie Drydenie, z którym miał się spotkać nad rzeką Sabinas.
Liczba partyzantów wzrosła do kilku tysięcy. Mógł więc spokojnie zabrać ze sobą dwustu jeźdźców. Sternau wraz ze wszystkimi przyjaciółmi przyłączyli się do niego; polecono gromadzie pastuchów ruszyć z wozami, zaprzęgniętemi w woły. Juarez postanowił przewieźć na tych wozach ładunek, dostarczony przez lorda Drydena.
Mariano nie mógł się wprost doczekać spotkania z Anglikiem. Przecież lord powie mu z pewnością, co się dzieje z ukochaną. Czy żyje jeszcze? A może wyszła zamąż za innego? Gnany niecierpliwością, nie szczędził ostrogi koniowi. — —


105