Przejdź do zawartości

Strona:Karol Irzykowski - Nowele.pdf/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Pokrzywiali się tym sposobem innemu koledze, staremu Kunzowi, szwabowi, który nie rozumiał ani słowa po polsku. Był to pensyonowany oficer, któremu na starość nudziło się w domu, więc dyurnował dla rozrywki, zwłaszcza, że mu liczbę godzin zmniejszono przez protekcyę do połowy. Dyurniści oburzali się, mówiąc, że zabiera chleb innym głodniejszym, a mającym więcej zębów. Była to ciekawa figura. Na szerokim tułowiu osadzona zwiędła głowa ze spiczastym wielkim nosem przypominała kruka, który usiadł na chłopskich wrotach, tem bardziej, że głos Kunza podobny był do krakania. Pan Wyka jednak przestawał z Kunzem, bo mógł z nim rozmawiać ostentacyjnie po niemiecku.
Wie gehts, Herr Kunz?
Dank’ schön, Herr Fika! — i zacharkawszy głośno, splunął.
Za to Fritz i Neumajer pastwili się nad Kunzem, rozweselając sąsiadów.
— Ty, Neumajer, czy ty nie uważasz, że ten Kunz odmłodniał tu w ekspedycie?