Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zbliżają! Z jednej strony krokodyl, z drugiej wąż straszliwy. Reszta potworów znikła w głębinach morza.
Chcę dać ognia, ale Jan ruchem ręki powstrzymuje mnie.
Dwa potwory są od nas tylko o pięćdziesiąt rzutów.
Raptem rzucają się na siebie zaciekle, i wściekłość ich wzajemna nie pozwala im dojrzeć nas.
Bitwa wre już o sto rzutów od tratwy. Widzimy już doskonale straszne monstra.
Naraz przychodzi mi na myśl, że teraz i inne potwory przyłączą się do tej walki, a więc, mors, wieloryb, jaszczur i żółw.
Widzę je, zbliżające się do walczących. Pokazuję ich Janowi.
Ten kręci głową, mówiąc: Tylko dwa.
— Jakto dwa?
— Ależ on ma rację! — woła stryj, trzymając u oczu lunetę.
— Ależ nie może być! — zaprzeczyłem.
— Ależ tak! — mówi stryj, — jeden z tych potworów ma głowę jaszczura, czaszkę morsa, żęby krokodyla, i to właśnie nas zwiodło.
Jestto najstarszy obraz Ichtjosaurusa!
— A drugi!
— Drugi jest wężem schowanym w sko-