Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co ci się stało? — wykrzyknął stryj.
Jan wskazał palcem czarną masę, która wydobywała się, to znów zanurzała w wodę.
Spojrzałem i wykrzyknąłem.
— Ależ to olbrzymi mors!
— Tak, — potwierdził stryj, — a oto tutaj jaszczur morski, doprowadzony do kolosalnych rozmiarów!
— A tam dalej potworny krokodyl! Czy widzicie tę paszczę szeroką i rząd zębów, w które jest uzbrojony? Ach! oto ginie.
— Wieloryb! Wieloryb! — wołał z kolei profesor. — Widzę te olbrzymie potwory!
Podnosiły się z fal, to znów opadały, rozrzucając wokoło siebie fale i zabarwiając morze na kolor swej skóry.
Jan chciał umknąć od potworów w przeciwną stronę, lecz na drugim krańcu ujrzeliśmy potwory nowe.
A więc był tam żółw olbrzymiej wielkości, którego długość wynosiła czterdzieści stóp, wąż długości trzydziestu stóp i inne.
Ucieczka była niepodobieństwem. Płazy te zbliżały się, kręciły się koło tratwy z nadzwyczajną szybkością, kreśląc koła na falach.
Ująłem karabin, ale cóż może pomódz kula wobec łusek tych stworzeń?
Strach odebrał nam mowę. Oto już się