Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


naście kroków, nie pozwalały ocenić długości galerji i skłonny byłem uważać ją za nieskończoną, kiedy naraz o 6-ej godzinie ukazał się oczom naszym mur.
Na prawo, na lewo, w górze i na dole, nie było żadnego przejścia.
Doszliśmy widocznie do głębi.
— A więc, tem lepiej! — zawołał stryj, teraz wiem mniej więcej, czego się mam trzymać!
Nie jesteśmy na drodze Saknussema i pozostaje nam tylko powrót na dawne miejsce. Odpocznijmy przez noc i po 3-ch dniach niespełna, dojdziemy do miejsca, gdzie schodzą się dwie galerję.
— Tak, — odpowiedziałem, — jeśli starczy nam na to siły!
— A dlaczegóż by nie?
— Na jutro nie mamy już wody.
— A odwagi czy ci nie zbraknie także? — spytał stryj, patrząc na mnie surowo.
— Nie ośmieliłem się mu nic na to odpowiedzieć.