Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dwie mile tych naturalnych schodów górskich i zatrzymaliśmy się już w pobliżu naszego celu.
Morze, któreśmy doskonale mogli obserwować wówczas, znajdowało się od nas na wysokości dwóch tysięcy stu stóp.
Doszliśmy do granicy wieczystych śniegów w Islandji, które rzadkie są w tym kraju z powodu wilgoci klimatu.
Zrobiło się bardzo zimno. Wicher wiał z całą mocą. Byłem znużony niezmiernie. Profesor zauważył to moje zmęczenie, a widząc, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa, zaproponował, pomimo wskazanego pośpiechu, abyśmy odpoczęli.
Oznajmił też o tem przewodnikowi w jego języku, a ten kiwnął głową i wyrzekł: Iść prędzej na bok.
— Trzeba iść wyżej, — rzekł stryj.
Potem spytał przewodnika o powód tego pośpiechu.
Nic nie mówiąc, wskazał mu niezwykłe widowisko.
Trzej islandczycy patrzali przerażonym wzrokiem w przestrzeń. I w rzeczywistości było się czego obawiać.
Zwróciłem oczy na płaszczyznę, i cóż zobaczyłem?
Oto ogromna kolumna z kamieni poru-