Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/023

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Starałem się z liter tych odtworzyć wyrazy. Niemożliwe!
Wreszcie zacząłem potrochu odczytywać I tak odczytałem wyrazy: pan, drzewo święte, rota, morze lodowate i inne. Zastanawiając się nad tem wszystkiem, doszedłem do odcyfrowania dokumentu. Tajemnica cała polegała na tem, żeby odczytywać odwrotnie, poczynając od prawej strony kartki.
Wzruszenie moje nie miało granic. Położyłem kartkę na stole i wystarczyło mi spojrzeć na nią, aby wyczytać wszystko.
Zacząłem biegać po pokoju, aby uspokoić swe nerwy, potem rzuciłem się na fotel, aby odpocząć.
Postanowiłem nie mówić stryjowi o odkryciu. Niech sam dojdzie tej tajemnicy, którą odkryłem.
W tej chwili wszedł profesor Lidenbrock. Był on okropnie przygnębiony, bowiem podczas swej dalekiej przechadzki nie przyszła mu żadna nowa myśl do głowy.
Usiadł w fotelu i zaczął kreślić różne figury algebraiczne, chcąc dociec tajemnicy. Całe trzy godziny stryj mój pisał i kreślił, a ja wiedziałem, że wszystko to na nic. Tymczasem czas mijał, zapadła noc, hałas na ulicy ucichł, a stryj mój, zgarbiony nad stołem, nie widział i nie słyszał, kiedy