Strona:Juliusz Verne - Wyspa błądząca.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niedźwiedź, ujrzawszy ją, stanął na dwie tylne łapy i z głuchym rykiem szedł prosto na podróżniczkę.
Ale na dziesięć kroków przystanął, pochylił swą olbrzymią głowę, potem, jakby pod wpływem strachu i zdziwienia, wobec zmian zaszłych w przyrodzie, odwrócił się, wydał ryk przeciągły i odszedł spokojnie wgłąb wyspy, nie obejrzawszy się nawet poza siebie.
Paulina Barnett podbiegła wtedy do leżącego bez ruchu ciała.
Krzyk wydarł się z jej piersi.
— Magdaleno! Magdaleno! — zawołała.
Magdalena podeszła, przyglądając się ciału kobiety.
Było to ciało młodej Eskimoski Kalumah.
Kalumah na pływającej wyspie, o dwieście mil od lądu! To było nie do uwierzenia!
Obie kobiety pochyliły się nad młodą Eskimoską, dopatrując w niej życia.
Z radością przekonały się, iż biło w niej serce. Bardzo słabo wprawdzie, ale uderzało jeszcze. Krew była tylko na ręku, którą zadrasnęła widocznie padając na lodowiec, Magdalena obandażowała ranę chustką i rozpoczęła wraz ze swą towarzyszką rozgrzewać i przywracać do życia dziewczynę.
Wlano jej w usta odrobinę wódki i wycierano skronie i ręce.
Upłynęło kilka minut. Obie ratowniczki czekały przerażone na rezultat swoich zabiegów — życie w leżącej przed niemi Eskimosce tliło zaledwie i mogło lada chwila zagasnąć.
Wtem lekkie westchnienie wyszło z piersi Kalumah,