Strona:Juliusz Verne - Wyspa błądząca.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ręce poruszyły się słabo, i zanim jeszcze oczy zdołały się otworzyć, wyszeptała te słowa:
— Pani Paulina! Pani Paulina!
Podróżniczka zdumiała, słysząc swe imię wymówione w takich okolicznościach.
— Żyje! żyć będzie! — zawołała uradowana Magdalena, która uczuła pod swą ręką ożywiające się ciało.
— Nieszczęśliwe dziecko! — szeptała Paulina, ze wzruszeniem. — Moje imię wymawia w chwili tak strasznej, może w chwili śmierci!
Ale Kalumah nie umarła. Otworzyły się oczy, wzrok był jeszcze błędny, nieświadomy, jakby nieprzytomny, ale padł odrazu na podróżniczkę.
Eskimoska poznała dobrą panią, imię jej padło raz jeszcze z jej ust pobladłych, a ręka znalazła się w dłoni wzruszonej Pauliny Barnett.
Starania kobiet odniosły pożądamy skutek.
Kalumah, której wycieńczenie pochodziło nietylko ze znużenia i mrozu, lecz i z głodu, zaczęła przychodzić do zupełnej przytomności.
Od czterdziestu ośmiu godzin młoda dziewczyna nie jadła zupełnie, kilka kawałków zimnej zwierzyny i trochę wódki przywróciły jej siły, i, w godzinę potem Kalumah mogła ruszyć w drogę ze swemi wybawicielkami.
Podczas tej godziny wypoczynku Eskimoska dziękowała za uratowanie jej od śmierci, poczem opowiedziała całą swą historję..
Nie mogła żyć bez dobrej pani, porzuciła Eskimosów i poszła szukać Europejczyków.
Nie przypadek więc, lecz tęsknota rzuciła ją na pół martwą nad brzeg lodowej wyspy!